Blog > Komentarze do wpisu

Szminka w moim mieście

Każdy z nas ma parę takich rzeczy w swoim życiu bez których nie potrafi i nie chce się obejść. Dla jednych to ulubiona torebka, albo polo ulubionej marki. Jeszcze inni nie potrafią się obejść bez kawy ze swojej ulubionej kawiarni, albo ulubionych okularów słonecznych. Ja, drodzy Państwo, uwielbiam szminki. Szczerze - nie wyobrażam sobie życia bez nich. To znaczy - wyobrażam. Ale o ile to życie byłoby nudniejsze a świat mnie kolorowy bez nich...

Aż trudno uwierzyć, że szminka - dla wielu obiekt kultowy, na który jesteśmy w stanie wydać bajońskie sumy, to głównie tłusty krem  i barwnik.

Za oficjalną datę narodzin szminki uważa się 1 maja 1883 roku, kiedy to dwóch francuskich drogistów zaprezentowało podczas światowych targów w Amsterdamie pałeczkę do malowania ust, uformowaną z mieszaniny wosku pszczelego, łoju i oleju rycynowego. Dopiero w 1900 roku magiczna pałeczka do barwienia ust dorobiła się opakowania, które chroniło ją przed uszkodzeniami. Dzisiaj szminki pakowane są w najróżniejsze pudełeczka. Przybierają najróżniejsze barwy, a także poza właściwościami kolorującymi, posiadają również właściwości nawilżające, odżywcze czy nabłyszczające.

Wyczytałam ostatnio, że średnio co 22 sekundy jakaś kobieta na naszej planecie zaopatruje się w szminkę, co daje w skali roku ponad 700 milionów sprzedanych szminek. Nieźle. 

W ciągu swojego życia zjadamy średnio 4 kilogramy mieszaniny szminkowej. Do tego dochodzi cała masa szminki pozostawionej na kołnierzyku bądź ustach i policzkach innych, na kieliszkach do wina, filiżankach do kawy czy papierosach. 

 

W mojej kolekcji znajduje się około 60 szminek. Od jasnych beżów, przez różane odcienie, pomarańcze, czerwienie aż po ciemne burgundy czy gorzką czekoladę. 

Jak każda użytkowniczka szminek mam swoje ulubione, którym jestem wierna i do których wracam w najważniejszych momentach. 

 

 

Ulubieńcy wybrani spośród mojej kolekcji. 

 

 

Klasyka w wersji nude.

 

 

O to z czym na ustach szaleję na imprezach. 

 

 Opcja na wielkie wyjścia. 

 

Ze szminką na ustach czuję się bardziej elegancko. Dodaje mi kobiecej siły i klasy. Jest atrybutem delikatności, ale i siły charakteru. Potrafi dodać energii w szary dzień, rozjaśnić zmęczoną twarz czy pomóc uwieść jednym muśnięciem warg. 

 

Jest jednym z nieodzownych atrybutów kobiecości. 

 

Jej wysokość - Pani Szminka. 

piątek, 17 kwietnia 2015, sno_bka

Polecane wpisy

  • Na do widzenia

    Przez jakiś czas nie będą pojawiały się tutaj nowe wpisy. Właściwie miałabym ochotę skasować te które już powstały, ale znam siebie i wiem, że może kiedyś będę

  • Czasem słońce, czasem deszcz

    W polityce krajowej i tej trochę bardziej pozagrajdołkowej, burza za burzą. Media płynnie, niczym doświadczony surfer, przechodzą od tematu fali uchodźców napły

  • To będzie dobry dzień!

    Taki piątek jak dzisiaj to przeciwieństwo wszelkich stereotypowych poniedziałków obśmianych w tysiącach memów. I nie dlatego, że mamy koniec tygodnia, albo dlat

  • Metamorfozy ciąg dalszy

    Przez ostatnie dwa dni przydarzały mi się niezwykłe rzeczy, napiszę tylko o części z nich. W komentarzach zadajecie ciekawe, wglądowe, pytania. Postaram się do

  • Dzika kobieta

    Czytam fascynującą książkę . Jest to dla mnie dosyć nietypowe, aby podobała mi się taka pełna mitów i ich interpretacji opowieść. Ale przyznać muszę, że znajduj